sobota, 26 sierpnia 2017

Rozdział 107 "Podporządkowujemy wszystko pod Ciebie, nie jesteś pępkiem świata"

UWAGA!!!
Kochani pod rozdziałem mała prywata, ale naprawdę jest to dla mnie ważne. 

PERSPEKTYWA WOJTKA:
Sezon zleciał mi bardzo szybko. Oczywiście był nieco rwany, bo musiałem wziąć kilka dni wolnego przez moje życiowe rozterki. Dziś gramy ostatni mecz o 5-te miejsce z Radomiem. Poprzednie starcie zakończyło się zwycięsko dla naszej drużyny nie tracąc ani jednego seta. Wtedy graliśmy u naszego przeciwnika, dziś na naszym terenie. Kędzkim tak się spodobała ta rywalizacja, że oznajmili, że nie opuszczą ostatniego starcia i mają dziś do nas przyjechać. Rano zebrałem się na poranny rozruch przed najważniejszym spotkaniem w tym sezonie, a w drodze powrotnej odebrałem gości z przystanku.

-Zapraszam <wpuściłem Ich do mieszkania>
-Zuzki nie ma? <spytała Pani Kasia>
-Jeszcze na uczelni jest, ale niedługo powinna być. Jeszcze Szymka z przedszkola odbierze <oznajmiłem>

Zrobiłem herbatę gościom, podałem ciastka i tyle co zasiedliśmy do stołu i wymieniliśmy się ostatnimi wydarzeniami, do domu wrócili pozostali domownicy. Pani Kasia oczywiście pierwsze co zrobiła to przywitała się z Zuzą, a następnie Szymek uwinął Ją sobie wokół palca.

-Ma chłopak branie...każda dla Niego głowę traci <skomentował Kamil>
-Jedynie pozazdrościć, co się będzie ograniczał <podłapałem żart>
-Słyszałam <Zuza zerknęła zza futryny i gestem zastrzegła, że ma mnie na oku>

Podgrzaliśmy z Zuzą przygotowany obiad, po czym wspólnie z gośćmi go skonsumowaliśmy. Po posiłku udałem się wraz z Szymkiem na drzemkę  regeneracyjną. Położyliśmy się na łóżku w sypialni. Wziąłem Małego na klatkę piersiową podkładając Mu pod główkę poduszeczkę i przykrywając Go kocem.  Zaśpiewałem Mu do snu, a gdy zauważyłem, że cel został osiągnięty sam momentalnie przymknąłem powieki i odpłynąłem.

PERSPEKTYWA ZUZY:
Wojtek położył się, Pani Kasia zaczęła bawić się z Szymkiem, a Kamil pomógł mi pozmywać naczynia po obiedzie.

-Zuza, widziałem ostatnio Twojego Ojca <oznajmił>
-Kamil, trochę przez Niego wycierpiałam. Najpierw przez prawie 20 lat miał mnie gdzieś, a będąc w potrzebie nagle sobie o mnie przypomniał <przerwałam Mu>
- Ma córeczkę <szybko dodał i unikał mojego wzroku>
-Nie interesuje mnie to <fakt, zrobiło mi się przykro>
-Jego syn zmarł w dniu, gdy Mała się urodziła. Ma na imię Zosia
-Przykro mi...<chłopca polubiłam, nie był tu niczego winny> ale nie chcę na ten temat rozmawiać <zbyłam Go i zaniosłam upieczone wieczór wcześniej ciasto>

Pośród rozmów na inne tematy wrócił mi humor. Wojtek wstał, spakował torbę, wypił kawę, posiedział chwilę z nami i uciekł na halę. Ja przebrałam Szymka w koszulkę Miedziowych przyniesioną dla Niego przez Wojtka oraz dresowe spodnie. Na halę poszliśmy pieszo. Ja pchałam wózek, lecz Szymek wolał siedzieć na barana u wujka. Podczas meczu raz wyszłam z Małym, ponieważ płakał, a tak to bez przerwy krzyczał "tata, tata". Spotkanie okazało się zwycięskie dla gospodarzy 3:2, czym obronili 5-miejsce. Zaraz po meczu zeszliśmy wspólnie z Kędzkimi z trybun. Podszedł do nas Wojtek jak tylko nas zauważył i przejął Małego, a mnie obdarzył pocałunkiem. Widziałam jak trzymał chłopca na rękach i zwracał na Niego całą swoją uwagę podczas udzielania wywiadu czy

-Zuza trzymaj Go, ja się idę przebrać. Idziemy z chłopakami na miasto? Was również zapraszam <zwrócił się do gości>
-Daj Go <przejęłam spowrotem mojego małego mężczyznę> Chcecie to idźcie, ja zajmę się Małym. Po klubach dziecka ciągać nie będziemy, z resztą jest już marudny, głodny i śpiący <podsumowałam>
-Ja z miasta zrezygnuję, jesteście młodzi, to możecie trochę poszaleć. Ja stara baba, mogę się zająć małym przystojniakiem <zabawiała Szymka>
-To ustalcie między sobą, ja zmykam do szatni
-Zuzanko, idźcie z zawodnikami, jak możesz weźcie Kamila, a my sobie z Szymkiem poradzimy. Wykorzystajcie, bo często Was wyręczyć nie mogę <zastrzegła Pani Kasia>
-To nie problem? <spytałam nieco wstydliwie>
-Wielka przyjemność <co prawda byłam zadowolona z takiego obrotu spraw>

Wyszliśmy do holu, gdzie po przeszło 35 minutach doczekaliśmy się przyjmującego.

-I jak, co ustalone? <spytał ciekawy>
-Idziemy z Wami wraz z Kamilem, ale najpierw pojedziemy do domu. Poinstruuję Panią Kasię co gdzie mamy, itd... <oznajmiłam>

Uczyniliśmy tak, jak ustaliliśmy wcześniej. Dołączyliśmy do chłopaków, którzy poszli na pizzę, a następnie do klubu uczcić sukces, na który pracowali cały sezon. Cały wieczór wiedziałam, że Szymek na należytą opiekę, ale jednak w takich okolicznościach jeszcze nigdy bez nas nie zostawał. Sama wiem, jak często potrafi pokazać swój charakterek. Kilkakrotnie rozmawiałam z Panią Kasią, lecz szybko zostałam uspokajana przez Nią i spławiana. Do domu wróciliśmy nad ranem po dobrej zabawie. Kamil od razu ułożył się spać. My z Wojtkiem również położyliśmy się od razu. Nie ukrywam, że pozwoliliśmy sobie na kilka drinków.

PERSPEKTYWA WOJTKA:
Nie pamiętam jak dotarłem do łóżka. Do rzeczywistości wróciłem, gdy przeraźliwie głośny dźwięk wdarł się do moich uszu. Niechętnie i z trudem uchyliłem powieki, po czym wyłączyłem budzik...tzn. chciałem wyłączyć, bo okazało się, że nie to urządzenie było przyczyną tego harmidru. Rozkryłem się, zarzuciłem koszulkę i spodnie dresowe, po czym poszedłem do drzwi. Niestety trochę za późno, bo Mały zdążył się obudzić. Po otwarciu drzwi ujrzałem listonosza. Spojrzałem na zegarek....9:41.

-No ładna pora, oby to było coś ważnego <odparłem do pracownika Poczty>
-Nie wiem, ale polecony z PZPS'u, więc chyba ważne <odparł> Proszę tu podpisać <wskazał palcem miejsce>
-Dziękuję, miłego dnia <pożegnałem się>

List wsadziłem zgięty na pół do kieszeni w spodniach i poszedłem po Szymka, aby nie obudzić Zuzy, ani gości. Usiadłem w kuchni dając dziecku do picia wody i otworzyłem pocztę. Dostałem powołanie do kadry. Nalałem sobie wody do szklanki, którą opróżniłem w mgnieniu oka. Powędrowałem z Szymkiem do sypialni, gdzie Go przewinąłem. Poprzez gaworzenie Malca zbudziła się dziewczyna.

-No ładnie Młody, stawiasz wszystkich na nogi <pokręciłem głową>
-Widzisz jak działa na kobiety <zaśmiała się dziewczyna siadając na łóżku i poprawiając włosy>
-Na pewno nie tak jak ja <wyszczerzyłem się>
-Idę do łazienki. Ubierz Młodego, bo w samym pampersie nie będzie biegał, bo jest chłodno i widzimy się w kuchni. Trzeba śniadanie zrobić. <oznajmiła>
-Zrobimy, zrobimy. <przewróciłem oczami> Szymek, w co się ubierzemy? <spytałem podchodząc do szafy dziecka>
-No to życzę powodzenia w ubieraniu <zadrwiła ze mnie Zuza>

Ubrałem chłopca w dresik i poszliśmy do kuchni, gdzie czekała na nas już gotowa Zuza.

-Wojtek przydałoby się skoczyć po chleb <jęknęła z błagalnym spojrzeniem>
-Dobra, masz Smyka, a ja lecę się ubrać i do sklepu
-Kochany jesteś <obdarowała mnie buziakiem>

Ubrałem się migiem i zebrałem się do wyjścia do sklepu.

-Ta-ta, ta-ta! <zaczął płakać Szymek>
-Idziesz ze mną do sklepu, tak? 
-Tak <oznajmił bez chwili zastanowienia i przyniósł sobie buty>
-Zuza, wezmę Go <odparłem do dziewczyny, która stała oparta o ścianę o przyglądała się nam upijając kolejne łyki kawy>
-Dobra, ale chodź Szymek, ubierzemy się ciepło <zawołała smyka i założyła Mu podkoszulkę pod bluzkę z dresów oraz ciepłe skarpety, a następnie kurtkę i buty> Bierzesz wózek? <spytała>
-Nie, przejdziemy się <wiedziałem, że i tak nie będzie chciał jechać>

Całą drogę dziecko kopało pozostałości śniegu oraz skakało po zaspach przy drodze wywracając się przy tym kilkakrotnie. Zakupiliśmy jeszcze ciepłe pieczywo, a Szymcio upatrzył sobie ciacho. Stał przed gablotą oparty o szybę i krzyczał "mniam-mniam" wpatrując swoje oczka w eklera.

-Mniam! <krzyczał jak pakowałem Jego słodycz i wychodziliśmy z lokalu>
-Dostaniesz ciacho jak dojdziesz do domu i zjesz śniadanie
-Nie <kłócił się z oburzoną miną>

Wziąłem Malca na ręce i próbowałem zagadać.

-Pójdziemy do parku i zrobimy aniołka, co? Tatuś Cię nauczy <szeptałem do małego uszka, co zyskało Jego ciekawość>
-Czego tatuś będzie uczył? <spytał Kadziu, który wracał ze sklepu obładowany>
-Cześć, a dobrej zabawy <zacieszyłem>
-No tak, nie było pytania <zaśmiał się>
-Idziesz z nami na chwilę do parku?
-Hmm chwilę mam, moja córa przyjeżdża do mnie i musiałem jakieś zakupy zrobić
-To chodźmy, bo Mały się nie cierpliwi <chłopiec zaczął wyrywać się z moich ramion> Ejjj, Smyku upadniesz <zwróciłem uwagę>

Na miejsce szliśmy w towarzystwie zaciekłych rozmów z dziennikarzem. Opowiadał o pracach nad pomysłem swojej książki oraz namawiał mnie na udział w Jego treningach z dziećmi, przynajmniej jednorazowo. Postawiłem Szymka na ziemi obok Łukasza, a sam położyłem się na śniegu i pokazałem Malcowi jak robić aniołka. Szybko poszedł w moje ślady. Łukasz wykorzystał moment i najpierw zrobił mi zdjęcie, a później rzucał we mnie śnieżkami. Zabawa się skończyła jak zadzwoniła do mnie Zuzka. Zebrałem się oraz Szymka, otrzepałem nas i ruszyliśmy do domu. Znów Szymek się przeciwstawiał mi i był płacz, ponieważ zabawa bardzo Mu się podobała. Pożegnałem się z kumplem i wróciliśmy do domu.

-Wojtek, On jest cały mokry <zwróciła mi uwagę Zuza>,
-Ja też <oznajmiłem obojętnie>
-Ale to jest małe dziecko, jak będzie chory? Pomyśl czasem Wojtuś <była zła>

Przebrała dziecko i przekazała je pod czujne oko Pani Kasi, gdy po zaniesieniu herbat do salonu na śniadanie spytała w czym jeszcze może pomóc. Do tej funkcji Zuza upatrzyła już sobie mnie. Pokroiłem warzywa i pieczywo, po czym zniosłem na stół i zagadałem się w pokoju z Kamilem. Dziewczyna dołączyła do nas z jajecznicą oraz wędliną i zasiedliśmy do posiłku. Szymek był grymaśny.

-Szymuś, wiesz co będzie jak zjesz ładnie? <miałem na Niego haka"
-Mniam mniam <aż zabłyszczały Mu się oczka>
-Co znów za "mniam mniam"? <Zuzka była czujna>
-Ojj eklera sobie upatrzył <wyznałem>
-Wojtek, takie małe dziecko, a Ty już od rana uczysz słodyczy jeść
-Ejj On już chciał tam na miejscu zjeść <broniłem się, na co jedynie wywróciła oczami>

Po śniadaniu pozmywałem, a goście pili kawę z moją dziewczyną, która przychylnie podała słodkość Małemu. Zuza poszła położyć dziecko, a ja odwiozłem Kędzkich na autobus. 
Po powrocie usiadłem w kuchni z kubkiem kawy, bo jeszcze tego dnia nie piłem, po czym doczekałem się wreszcie dołączenia do mnie Zuzy.

-Wróciłeś? przysnęłam trochę z Małym <wyznała i upiła mi duszkiem z pół kubka napoju>
-Muszę z Tobą porozmawiać <oznajmiłem>
-Mów bo robi się poważnie <wiedziała, że po mnie może się spodziewać wszystkiego>
-Dostałem list z rana....i mam powołanie do kadry <byłem szczęśliwy, lecz obawiałem się Jej reakcji>
-Super, gratuluję <wtuliła się we mnie z entuzjazmem>
-Nie jesteś zła? <spytałem z powątpiewaniem>
-Nie, dlaczego? To są Twoje marzenia, które realizujesz, więc się cieszę razem z Tobą 
-Dziękuję <pocałowałem Ją> Tylko za dwa dni muszę być w Spale  na zgrupowaniu 
-Rozumiem, damy sobie radę, dobrze, że załatwiłeś przedszkole dla Malca. Będziemy tęsknić, ale trzymamy kciuki <dziewczyna przytuliła się do mnie i namiętnie pocałowała>
-Kocham Cię <wyszeptałem pomiędzy pocałunkami>

Zuza zrobiła nam herbatę oraz ugotowała budyń, zaś ja rozłożyłem sofę w salonie i odpaliłem PS'a. 

-Ejj, mieliśmy film obejrzeć <oburzyła się stawiając na stole przekąskę>
-Chodź, trochę emocji Ci zapewnię, bo będziesz miała niedługo nudę <zasmuciłem się na perspektywę wyjazdu>

Faktycznie dziewczyna się tak wciągnęła, że raz nawet ograła mnie w FIFĘ. 

-Dobra jesteś, nie mówiłaś, że kiedyś grałaś 
-Bo nie pytałeś. Grałam, grałam sporadycznie <była tajemnicza> 
-Skąd ta umiejętność? <brnąłem dalej>
-Z Bełchatowa <urwała temat>

Widziałem, że nie chciała zbytnio wgłębiać się w ten temat. Odpuściłem. Domyśliłem się, że grać mógł nauczyć Ją Piechocki. Widziałem, że tylko udaje taką silną, a naprawdę tłumi w sobie te wszystkie przeżycia i żal do Niego. Zapewne obwinia i siebie, choć nie ma za co tak naprawdę, ale to taki charakter. Rozgrywki przerwała nam pobudka synka, który od razu dał znać, że drzemka dobiegła końca. Poszedłem po Niego i cały wieczór spędziliśmy układając drewniane puzzle, bawiąc się kręglami, w które Szymek nie rzucał piłeczką, lecz wbiegał. Dziecku spodobało się nawet gotowanie obiadu. Dzielnie wrzucał obrane warzywa do garnka oraz sypał mąkę garstkami do pierogów, które zrobiła Zuzka. 

-Chodź mały kuchciku, bo smrodek się ciągnie za Tobą <zaśmiałem się>
-Wojtek <pokręciła głową z politowaniem>
-No co? Przebrać Go idę <chwyciłem dziecko na ręce i poszedłem do sypialni>
-Ty! Zuza!! ja się dziś muszę spakować, bo skoro od poniedziałku z rana zaczynamy zgrupowanie, to jutro muszę być w Spale <oprzytomniałem krzycząc podczas przewijania Malca>
-No to rychło w czas <odpowiedziała>

Gdy chłopiec był gotowy puściłem Go, aby sobie pochodził po mieszkaniu, a ja wyrzuciłem z szafy rzeczy reprezentacyjne oraz kilka prywatnych i walizkę. Zuzka zawołała mnie na obiad, więc przerwałem pakowanie. Pokroiłem Szymkowi pierożki, następnie pomału zacząłem Go karmić, co skończyło się płaczem, ponieważ poparzyłem Mu wargę i języczek. Zuzka od razu pospieszyła Mu na ratunek podając zimną wodę do picia. Dmuchała następnie każdy kawałem posiłku zanim trafił do buźki Maleństwa.

-Wojtek, trzeba Mu kupić buty i kilka ciuszków, bo rośnie nam koszykarz <sprowadziła mnie na ziemię>
-Bardziej żyrafa <zadrwiłem>
-Przestań pajacować <rzuciła pogardliwe spojrzenie>
-No dobra, no to siatkarz  <rozmarzyłem się>
-Oby nie <westchnęła>

Gdy Szymek zjadł Zuzka umyła Mu buźkę i wyjęła z krzesełka na wolność. Skończyliśmy we dwójkę posiłek rozmawiając przy tym. Pomyłem naczynia i obejmując moją dziewczynę zmierzyłem do salonu dokończyć pakowanie.

-Gdzie Młody? <spytałem będąc jeszcze w przedpokoju>
-Nie wiem <zrobiła zdziwioną minę> Ale ta cisza mnie zaczyna martwić <wyznała niepewnie>
-W salonie nie ma <oznajmiłem rozglądając się>
-Pod łóżkiem też nie <poinformowała>
-Ciii <ostrzegłem szeptem słysząc pomrukiwania i widząc poruszające się wieko walizki>
-Hmm? <wymruczała niczego nieświadoma Zuza>
-A kto to jedzie ze mną? <spytałem radosnym tonem odkrywając walizkę>
-Ta-ta <krzyknął i zaczął się śmiać>
-Oj Smyku Smyku <przytuliłem Go wyjmując z walizki>

Zuza wyszła poodkurzać salon, a ja zacząłem składać swoje rzeczy i wkładać je do walizki, zaś Szymek znalazł sobie świetną zabawę w formie wyrzucania moich rzeczy z walizki i wkładania swoich zabawek i pieluszek.

-Młody, kiedyś możliwe, ze sam tam będziesz jeździł, już ja o to zadbam, ale na chwilę obecną zostajesz w domu z mamą <zaśmiałem się na tę sytuację>
-Po moim trupie <akurat musiała usłyszeć moja druga połówka>
-Da się załatwić <zadrwiłem>
-Wojtuś, nie zadzieraj ze mną <ostrzegła>

Poszedłem do Niej i obdarowałem pokornym całusem. Gdy skończyła sprzątać zabrała chłopca na zakupy, abym mógł się spokojnie spakować. Gdy zakończyłem tę czynność i zniosłem dwie walizki i torbę do auta zdzwoniłem się z Nią i powędrowałem do Możdżonków, gdzie moja dwójka zabalowała. Oczywiście jak wszedłem, to szybko wyjść się stamtąd nie dało, jak rozgadał się mój przyjaciel. Wypiliśmy szybko herbatę, Hania zabawiała dzieciaka. Poszedłem z Marcinem do kuchni, gdzie pogadaliśmy trochę na temat dojazdu, ponieważ On również opuszczał swoją życiową miłość.
Wróciliśmy do mieszkania, gdzie po szybkim umyciu Malca ubrałem Go i dołączyliśmy do Zuzy do kuchni na kolację, po której umyłem się, a dziewczyna przeczytała Mu bajkę. Oznajmiłem, że to ja Go dziś usypiam i po buziaku z mamą poszedł w moje ramiona, po czym położyliśmy się na łóżku i po skakaniu na moją klatkę piersiową wreszcie ułożył się wtulony we mnie.

PERSPEKTYWA ZUZY:
Chłopaki posnęli niczym jacyś zaczarowani, zatem ja posprawdzałam sobie plan studiów, terminy sesji oraz ułożyłam grafik kiedy Hania miałaby odebrać Szymka z przedszkola, po ówczesnym obgadaniu z Nią tej sprawy, oczywiście za plecami Wojtka. Zasnęłam przed TV w salonie na sofie. Rano obudził mnie dźwięk trzaskających drzwi, a po chwili płacz dziecka.

-Pójdę do Niego, zbieraj się, bo umówiłeś się z Marcinem <wymamrotałam zaspana>

Wzięłam Brzdąca na ręce i chodziłam z Nim po mieszkaniu bujając na rękach.

-Klocku Mały, ile Ty ważysz? <śmiałam się stojąc przy Wojtku parzącym kawę>
-A tak właściwie, to chyba pora na bilans u lekarza <przybrał minę myśliciela>
-Sprawdzę to później w przychodni. Zadzwonię tam <zaplanowałam>

Zjedliśmy wspólnie śniadanie. Szymek uraczył się mlekiem, jak codziennie rano i tego menu nie można zmieniać. Później zje wszystko, ale mleko musi być. Przeżyliśmy trudne rozstanie. Szymek zrozumiał, że to dłuższa rozłąka i nie chciał wypuścić taty, po czym uspokajałam Go przeszło godzinę.

PERSPEKTYWA WOJTKA:
Wyszedłem z mieszkania, gdzie słyszałem jeszcze na parterze płacz dziecka. Wsiadłem do auta i siedząc za kierownicą spojrzałem w górę. W oknie stała Zuza z Małym. Łza zakręciła mi się w oku. Odpaliłem samochód i ruszyłem po przyjaciela, a stamtąd do Spały. Byliśmy coś koło 13:00 na miejscu, ponieważ mieliśmy jeszcze przystanki na jedzonko, rzecz oczywista. W Ośrodku pierwsze kroki skierowaliśmy do pokoju trenera, gdzie przywitaliśmy się ze Stephanem, a następnie zostawiliśmy bagaże w swoich pokojach. Później zajął się nami lekarz i fizjo. Wieczorem dołączył do mnie Rafał Buszek do pokoju. Gdy wyszedł na nocne gierki w karty, ja zadzwoniłem do Zuzy. Umówiliśmy się na Skype na rozmowę jak tylko wykąpie Małego. Opowiedziała mi jak minął Ich dzień. Mały Smerfik cieszył się i cały czas coś mówił, trochę zrozumiale, trochę mniej zrozumiale. Aż serce radowało mi się na Jego uśmiech. Kocham Ich mocno. Codziennie starałem się dzwonić do Nich po dwa razy, jeśli była taka możliwość. Jeśli nie, to jedynie wieczorem, a w ciągu dnia umawiałem się z dziewczyną na telefon pomiędzy Jej zajęciami, a moimi treningami. Do czasu... Pewnego dnia, w drugim tygodniu mojego pobytu w spalskich lasach zadzwonił z rana mój telefon. Odebrałem, choć numer był zastrzeżony. Okazało się, że to mój agent podał mój numer telefonu działaczom z Olsztyna. Zadzwonili z propozycją kontraktu na nowy sezon. Po połączeniu zadzwoniłem do mojego agenta, który rozwiał moje wątpliwości. Zwlekałem z telefonem do Zuzy, z rozmową przez Skype'a...aż sama zadzwoniła następnego dnia wieczorem. Opowiedziałem Jej co jest na rzeczy. Na perspektywę przeprowadzki z dzieckiem, z Jej zaczętymi studiami rozłączyła się. Całe kolejne dwa dni nie odzywaliśmy się do siebie, nie odbierała moich telefonów. Na treningach nie mogłem się skupić, aż otrząsnął mnie Marcin. Wieczorem podszedłem do trenera i poprosiłem o wolny weekend. Okazało się, że i tak był taki pomysł, a ja jedynie przyspieszyłem jego datę. Po powrocie do Lubina sobotniego poranka bałem się wejść do mieszkania. Odwiozłem Marcina, który życzył mi powodzenia i pomógł oszacować plan rozmowy. Zakupiłem w kwiaciarni piękne, herbaciane róże i powędrowałem do domu. Wszedłem, moje dwa skarby jeszcze smacznie spały wtulone w siebie. Położyłem kwiaty na szafce nocnej i poszedłem zaparzyć kawę. Zuza po chwili przyszła do kuchni i zmieszana nie wiedziała jak się zachować. Wtuliłem się w Nią.

-Wojtek, nie chcę stąd wyjeżdżać <była zmartwiona>
-Tam mam szanse na rozwój <broniłem się>
-A tu niby nie? Podporządkowujemy wszystko pod Ciebie, nie jesteś pępkiem świata <wrzasnęła> Rodzina to wyrzeczenia <westchnęła z żalem>
-Zuza! <zawołałem za Nią, gdy schowała się w łazience>

Następnie wyszła z mieszkania i nie odbierała ode mnie telefonu. Zadzwoniłem w pierwszym momencie do Marcina o przeszło 30 minutach. Okazało się, że tam jest i przyjaciel nie kazał mi się niczym martwić.

-Wiem jak to załatwić <dodał mi otuchy> Pogadam z Nią <uspokoił mnie>
-Dzięki <oznajmiłem podłamany tą sytuacją>

Resztę dnia spędziłem na przyrządzaniu jedzenia z Malcem oraz zabawą z Nim. Wieczorem , gdy skończyliśmy właśnie kolację wróciła Zuzka. Podeszła do mnie i wtuliła się we mnie.

-Przepraszam <wyszeptała>
-<odwzajemniłem uścisk>  Położę Małego i pogadamy, ok?
-Jasne <wymusiła uśmiech>

Ułożyłem Malca do snu i wróciłem do salonu po drodze zaparzając dwie herbaty. Zuza siedziała na sofie wpatrując się w zasłonięte firanką drzwi balkonowe. Podałem Jej kubek, który szybko odłożyła na stół.

-Nie chcę żadnych podziałów między nami <wyznała łamiącym się głosem>
-Nie będzie ich...Zuzka, chcę dla nas lepszej przyszłości. To nie tak, ze myślę tylko o sobie. Myślę właśnie o naszej trójce.
-A co z moimi studiami? <była załamana>
-Damy radę i z tym.
-Co mam zaczynać od nowa? <zdenerwowała się>
-Nie, rozeznałem sytuację. Da radę przenieść Twoje papiery na Uniwersytet w Olsztynie.
-Naprawdę? Pomyślałeś o mnie
-Zawsze o Tobie myślę <okazał mi swoje serducho>
-To co? Mogę normalnie podpisywać kontrakt?
-Tak <nie była super zadowolona>

Poszliśmy spać.
Następny dzień spędziliśmy na wycieczce za miasto do Zamku Czerna. Weekend szybko minął. Jeszcze przed powrotem oddzwoniłem do Olsztyna i umówiłem Ich na spotkanie z moim agentem, a ja miałem podjechać po sezonie reprezentacyjnym. 
____________________________________________________________________
Kochani, tak jak wspomniałam, mała prywata... zaczęłam pisać bloga fotograficznego. Mało tekstu, kilka zdjęć...zapraszam, chciałabym rozkręcić tamtą stronkę, więc liczę na Wasze wsparcie. Mam nadzieję, że Was to zainteresuje, czekam tam na Wasze opinie ;3
#liczęnaWas ;*
https://zatrzymacchwile-photopassion.blogspot.com/

Kolejny za 2 tygodnie. Buźka ;*

2 komentarze: