niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 105 "Wiesz, że jeśli coś było pomiędzy dwójką osób, to nie będziecie nigdy dla siebie obojętni."

PERSPEKTYWA WOJTKA:
Zbudziłem się koło 9, wydostałem się z objęć Zuzy i zszedłem na dół. Położyłem się na sofie i włączyłem TV. Ledwo co spoglądałem na ekran przez zamykające się powieki, więc poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Poszedłem po ubrania do pokoju, gdy usłyszałem dzwonek telefonu Zuzy. Szybko po niego chwyciłem pod poduszkę na której spała dziewczyna. Szymek zaczął się wiercić więc pokołysałem Go w kojcu. Wyciszyłem dzwonek, aby nie obudzić Go w pełni. Szturchnąłem Zuzkę, a Ta ledwo otwierając oczy obdarzyła mnie na "dzień dobry" chłodnym, pretensjonalnym spojrzeniem. 

-Werka dzwoni <oznajmiłem, na co dziewczyna poderwała się z łóżka i wyszła z pokoju>

Wróciłem do kuchni, gdzie dopiłem kawę.

-Kotek, umówiłam się z Werką, zostaniesz z Szymkiem. <oznajmiła w biegu z ciuchami do łazienki>

Po chwili wyszła ubrana.

-Podwieźć Cię gdzieś? <spytałem>
-A Szymek? Wlaźli mają swoje Pociechy <i tak chciej tu mężczyzno być pomocny>
-Jak trzeba to się Nim zajmiemy, a gdzie pędzisz? <spytała Paula idąc z Tymkiem do kuchni>
-Do Łodzi, do Wery, mam zaraz autobus
-Na którą się umówiłaś? <spytała kobieta>
-Na 12:15 <odpowiedziała w pośpiechu upijając mi ostatnie łyki kawy i ubierając buty>
-Spoko, muszę jechać do Manufaktury i papiery do wychowawczego do pracy zawieźć <oznajmiła> 

Mam na 12 więc chwilkę wcześniej będziesz. Zjedz spokojnie śniadanie. <poleciła karmiąc synka>
Dziewczyna usiadła przy stole zdejmując uprzednio buty.

-Kawy dla pięknych Pań? <spytałem>
-Tak i już się tak nie podlizuj <skradłam Mu pocałunek>

Dziewczyny piły kawę i robiły śniadanie, a ja poszedłem się ubrać. Wychodząc z łazienki zaniosłem piżamę do pokoju, gdy przekroczyłem próg usłyszałem, że przebudził się Szymek, więc  wyjąłem Go z łóżeczka i przyniosłem do kuchni. Posadziłem na kolanach Zuzki i przygotowałem Mu kaszkę. Przekazałem dziewczynie gotowe śniadanie, aby nakarmiła dziecko, a ja przygotowałem sobie kanapki.

-Ooo tacy goście to skarb <przydreptał przeciągając się zaspany gospodarz i wyciągnął rękę w stronę talerzyka, na którym właśnie układałem kanapki>
-Ejj idź mi z tymi łapami <pacnąłem dłonią Jego pazerne łapy>
-Uważaj sobie <pogroził i wykorzystał moment mojego skupienia na Jego słowach zabierając jeden z elementów mojego śniadania>

Dokończyłem szykowanie kanapek i usiadłem przy stole. Dziewczyny wyszły z kuchni, aby się naszykować do wyjazdu. Szymek chodził po kuchni pijąc mleczko z butelki i coś gaworzył.

-Ejjj! <usłyszeliśmy głos Arka i płacz Szymka>

Pobiegłem do pokoju 7-latka i dostrzegłem siedzącego Malca na podłodze trzymającego się za twarz, Obydwaj chłopcy płakali. Podniosłem synka i przytuliłem do siebie, widocznie musiał wyjść z kuchni, gdy zagadałem się z przyjacielem.

-Arek co się stało? <wbiegł Mariusz z Tymkiem na rękach>
-No bo spałem i ktoś mnie pociągnął za włosy i niechcący Go uderzyłem, musiałem ręką machnąć przez sen, jak mi przeszkadzał <szlochał>
-Dobra, my idziemy opatrzyć rozciętą wargę i coś poradzimy na limo pod oczkiem. Nie płacz Arek, bo to Ten urwis zaczepił. Gdybyś nie spał byś tak nie zareagował. <tłumaczyłem sytuację>

Wyszedłem do łazienki, Szymek płakał wniebogłosy, aż przybiegła Zuza z góry. Zajęła się Smykiem i przemyła ranę na wardze, a do oczka przyłożyła ręcznik namoczony zimną wodą i wypytała mnie o szczegóły zdarzenia.

-Ty się kolego musisz trochę kontrolować, bo mając młodszego brata nie takie pobudki Cię czekają <zwrócił uwagę Arkowi tata>
-Mariusz daj spokój, specjalnie tego nie zrobił <wtrąciła Zuza widząc zapłakanego Arka> A to wina Jego opiekuna <spojrzała na mnie jak na nieodpowiedzialnego gówniarza>
-Chodź Młody śniadanie Ci zrobimy, a tata położy Tymka <ułożyłem plan>

Zająłem się przygotowywaniem grzanek z serem i pomidorem a chłopiec wspinał się po herbatę.

-Na którą masz do szkoły? <spytałem>
-Na 11 <oznajmił>
-To możemy Cię z Szymkiem zaprowadzić?
-Jasne <uśmiechnął się> Nie gniewam się na Niego wujek, bo jest zbyt malutki, żeby wiedzieć co robi
-On doskonale wie co robi, ale nie wie może, że to złe <filozofowałem>
-Wojtek, trzymaj Małego my z Paulą lecimy. Pa <cmoknęła dzieciaka w policzek, Arka w czoło, a mnie pocałowała namiętnie w usta>
-Kocham Cię <szepnąłem Jej na ucho, na co zareagowała promiennym uśmiechem>

Dziewczyny pojechały, a my z Mariuszem moglibyśmy otworzyć domowe przedszkole, gdyż po chwili wpadł Winiarski w podbramkowej sytuacji przyprowadzając do nas Antka.

-Przedszkole mi zamknęli, a muszę do Urzędu Skarbowego podjechać <wybiegając odjechał czym prędzej spod posesji>
-Chodź Antoś, zjesz grzankę <przywitał się z kolegą Arek>
-Nie...Tata <zaczął płakać>
-Tatuś zaraz przyjedzie, co Ty z wujkiem się nie pobawisz <kucnął koło Niego Mariusz>
-Piłką? <spytał z niemrawym uśmiechem>
-Możemy i piłką, ale może coś najpierw zjesz? Jadłeś śniadanie?
-Tak
-Pójdziesz z wujkiem i Szymkiem zaprowadzić mnie do szkoły? <spytał się Go Arek>
-Młody leć sie ubieraj, żebyś się nie spóźnił i zęby umyj <chłopiec otrzymał wskazówki od taty>
-Tak <nie jest wygadany po ojcu>
-To chodź ubierzemy Szymka, pomożesz mi? <chciałem Go czymś zająć> Zdejmij tylko kurtkę <poleciłem>

Poszliśmy do pokoju, gdzie przewinąłem i wspólnie ubraliśmy Szymka, który nie pomagał nam w tym zbytnio. Nie lubił się chłopak stroić. Poszliśmy umyć zęby, co oczywiście musiał robić sam i mógł tę czynność wykonywać godzinami. Gotowi wyszliśmy przed dom. Wsadziłem synka do wózka i wraz z chłopcami ruszyliśmy w kierunku szkoły. Pożegnaliśmy się z Arkiem, oczywiście chłopaki nie mogli się rozstać. Antek zobaczy swojego brata na korytarzu i próby rozdzielenia Ich skończyły się płaczem młodszego z Winiarskich. Wziąłem Go na ręce i obiecałem coś słodkiego...choć zapewne Dagmara by nie była z tego zadowolona. Mała próba przekupstwa zdała egzamin i po powrocie do domu chłopcy zajadali M&M'sy i zabawiali jeden drugiego różnymi pomysłami, a po drzemce dołączył do Nich Tymek, który leżał na macie interaktywnej na brzuchu i przyglądał się chłopakom podejmując wszelkich starań, aby się przewrócić na plecki.

PERSPEKTYWA ZUZY:
Wyjechałyśmy z Paulą około 10:30 wstępując jeszcze wcześniej do kawiarni na ciacho i kawę. Przyjaciółka wypytała o mój związek z Wojtkiem.

-Widzę, że Wam się układa <zagadała>
-Tak. No wiesz, bywają lepsze i gorsze momenty...między nami już chyba były wszelkie możliwe relacje. Ale chyba bym chciała się ustabilizować, ale mam taką niepewność, że może On mnie ze sobą na zawsze nie widzi <podzieliłam się z Nią swoimi przypuszczeniami>
-Głupia jesteś, On świata poza Tobą nie widzi. Jakby było tak jak mówisz, to by tak o Ciebie nie zabiegał..przypomnij sobie jak się starał, aby naprawić relacje między Wami.
-Może i masz rację. Ale już kiedyś myślałam, że się mi oświadczy, a teraz to minęło, ani nie rozmawiamy tak o przyszłości
-Wiesz, pojawiło się dziecko i to Ono przejęło Waszą główną uwagę
-Może i masz rację <biłam się z myślami>
-Zuzka, wrócimy do tego, ale teraz to ja muszę uciekać <zerwała się z miejsca i opłacając rachunek wyszła z kawiarni>

Trochę się zasiedziałyśmy, ale Werka przyszła wcześniej w umówione miejsce. Wypiłyśmy kawę i wyszłyśmy do parku. Podzieliłyśmy się swoimi przeżyciami i teraźniejszym trybem życia. Dziewczyna wyszła na prostą tak jak ja, choć ma trochę mniej pokomplikowane życie.

-Idziemy odwiedzić babcię Helę? <zaproponowałam>
-To Ty nic nie wiesz? <była zdziwiona>
-Ale o czym? <przestraszyłam się>
-Babcia Hela leży na OIOM'ie. Jest z Nią bardzo źle. Dwa miesiące temu zmarła Jej miłość życia odnaleziona po tylu latach i od tamtej pory ma problemy z sercem. Lekarze są bezradni.
-Idziemy tam? <przeraziłam się>

Po 45 minutach drogi byłyśmy na miejscu. Kupiłyśmy w bufecie gorącą herbatę, aby się ogrzać. Następnie weszłyśmy na salę OIOM'u zakładając uprzednio ochronny fartuch. Usiadłyśmy na krzesłach po przeciwnych stronach łóżka i złapałyśmy babcię za rękę. Spojrzałam na Werkę, później na leżącą staruszkę podłączoną do kilku urządzeń.


Odkąd Cię poznałam byłaś silna i tego samego uczyłaś mnie. Kiedyś myślałam, że taka właśnie jestem, ale dałaś mi do zrozumienia, że tak naprawdę ukrywam tylko bezradność. Pokazałaś mi co to jest miłość, walka i co to znaczy pogodzić się i pokochać życie. To dzięki Tobie jestem tu, gdzie jestem. <prowadziłam monolog>

Z moich oczu popłynęły łzy. Poczułam uściśnięcie dłoni, a zaraz po tym rozbrzmiał się dźwięk urządzeń. Aparatura zaczęła pikać, wyproszono nas z sali, do której co chwilę wbiegali nowi lekarze i wybiegały pielęgniarki wracając z jakimiś przedmiotami lub kolejnymi specjalistami. Po przeszło pół godziny niepewności i siedzenia z płaczem pod ścianą podniosłyśmy się stając na baczność na widok lekarza.

-Doktorze...? <spytałam niepewnie chcąc uzyskać informacji>
-Przykro mi <wydukał i odszedł>
-Nieee to nie prawda!! To nie może być prawda <stałam na środku korytarza i słowa wypowiedziane przez lekarza nie mogły do mnie dotrzeć...z osłupienia wyrwał mnie krzyk Werki i walenie dłońmi o szybę sali OIOM'u, gdzie leżała bliska nam osoba>
-Wera! <krzyknęłam na dziewczynę, która odwróciła się w moją stronę i przytuliła do mnie>

Do szpitala przyjechała dyrektorka Domu Spokojnej Starości, która nas przywitała i poszła również zapłakana do lekarza. 

-Nic tu po nas, chodźmy, nie chcę tu zostać ani sekundy dłużej <uznała dziewczyna>

Wyszłyśmy ze szpitala. Odprowadziłam przyjaciółkę na przystanek, a gdy odjechała udałam się na swój autobus, którego miejsce odjazdu było dwie ulice dalej. Gdy miałam skręcić w ostatnią prostą prowadzącą na przystanek jakieś auto zjechało przede mną na pobocze. Kierowca uchylił szybę.

-A co to za spacery o takiej godzinie? <spytał zawadiacko Kacper>
Faktycznie było już nieco po 20, więc jak przystało na kwiecień zdążyło się zciemnić.
-Wsiadaj podwiozę Cię <wyszedł z auta i otworzył mi drzwi>

Wykonałam polecenie, które było mi bardzo na rękę. Zajęłam miejsce pasażera obok kierowcy i po chwili odjechaliśmy. Kacper jak to Kacper... zagadywał, opowiadał, w każdym bądź razie buzia Mu się nie zamykała. Przymknęłam oczy, aby łzy nie wypłynęły z nich.

-Zuzia, co jest? <spytał troskliwie>
-Babcia Hela nie żyje <ponownie wybuchłam płaczem>
-Jak to? <był w szoku>
Libero zjechał na pobocze i zgasił silnik. Otarł palcami moje łzy i mocno przytulił.
-Kiedy to się stało?
-Dziś, chwilę wcześniej do Niej mówiłam i choć była nieprzytomna czułam jak ściska moją dłoń. To Ona wiele mnie nauczyła <łkałam, a Piechocki ponownie wycierał napływające na nowo łzy na moje policzki>

Nagle dłoń chłopaka zatrzymała się na moich kościach: jarzmowej i policzkowej.  Jego głowa osunęła się z moich włosów, gdyż wtuliłam się w Jego ramię, i oparł się swoim policzkiem o mój. Spojrzał mi w oczy i zanim dotarło do mnie co się dzieje, On zdążył oprzeć swe czoło na moim i musnąć ustami moje usta. Oprzytomniałam, gdy wsunął język do moich ust i zaczął mierzwić mój. 
Z moich oczu popłynęła rzeka łez, tym razem z innego powodu. Rozpięłam pas i wybiegłam z auta. 

PERSPEKTYWA KACPRA:
Po dzisiejszym wypadzie na siłownię z Facu i Nico udałem się do Łodzi odebrać swoje rzeczy pozostawione u mojej dziewczyny. Dokładnie od 3 dni to byłej dziewczyny. Słuchałem radia i wspominałem chwile z Dominiką, spędzone przy niektórych z tych piosenek, gdy zauważyłem znajomą mi sylwetkę. Widziałem, że coś nie gra. Spytałem, a gdy mi powiedziała o co chodzi, to byłem w szoku. Dziewczyna zaczęła płakać, zjechałem na pobocze. Przytuliłem Ją mocno i poczułem znów jakąś bliskość między nami. Od momentu, gdy jest z Wojtkiem dotarło do mnie, że naprawdę Ją pokochałem. Teraz, gdy Ją pocałowałem, wiem, że Dominika nie była moją miłością. Między nami się nie układało, a z Zuzą odkąd się znamy rozumiem się jak z nikim innym. Kiedyś byłem głupi, że Ją zraniłem. Teraz to ja mógłbym być na miejscu Włodarczyka. Nie wiem co mi odbiło. Tak długo układaliśmy nasze relacje po tamtym w przyjaźń, a jednym gestem to zepsułem. Zostałem w aucie, wolałem nie biec za Nią. Tu już "przepraszam" nie pomoże. Jaki ja jestem głupi. Pojechałem do swojego mieszkania, gdzie położyłem się na łóżku, puściłem głośno muzykę, co skończyło się interwencją sąsiadów. Chwyciłem za słuchawki, przez które ponownie wsłuchiwałem się w muzykę pijąc Whisky. 

PERSPEKTYWA ZUZY:
Wybiegłam z auta Kacpra. Nie rozumiałam tego co On robi. Przecież tyle wysiłku i zaufania włożyliśmy w to, aby zostać przyjaciółmi co On właśnie zepsuł. Usiadłam na pierwszej miniętej ławce i wyjęłam telefon. Do Wojtka nie zadzwonię, bo co ja Mu niby powiem...że co, że Go zdradziłam, choć tego nie chciałam? Przecież nic mnie nie usprawiedliwia. Fakt, że nie odwzajemniłam pocałunku, ale jednak miał On miejsce. Zadzwoniłam do Pauliny.

-Cześć, kochana gdzie Ty jesteś? <spytała troskliwie>
-Paulina....przyjedziesz po mnie? <spytałam błagalnym tonem zagłuszanym przez łzy>
-Spokojnie Gdzie jesteś? Zaraz wyjeżdżam <wyczuła, że coś się stało>
-Na Maratońskiej, skwer od strony ZOO <rozejrzałam się i przeczytałam nazwę ulicy z tabliczki>
-Nie ruszaj się stamtąd. Powiesz mi co się stało? Wychodzę <słyszałam głos Wojtka, który pytał czy to ja>
-Powiem Ci na miejscu <rozłączyłam się i spoglądając przed siebie wybuchłam jeszcze większym płaczem analizując co się stało i kiedy>

Po 30 minutach zobaczyłam jak Paulina podjechała. Ruszyłam  w stronę auta. Zjechała na parking, zgasiła silnik i popatrzyła na mnie.

-Zuza, powiesz mi o co chodzi? <na prośbę próbowałam się uspokoić i opowiedziałam Jej całe spotkanie z Werą aż do incydentu z Kacprem> Zuzka, dziecko <przytuliła mnie> Przykro mi z powodu Pani Heli, ale wiesz, że chorowała, teraz po stracie ukochanej osoby chyba zbyt wiele nerwów miała <oznajmiła>
-Taka klej rzeczy, ktoś się rodzi ktoś umiera, choć czuję smutek i rozpacz z tego powodu. Ale nie wybaczę sobie, jak przez Kacpra zostawi mnie Wojtek. Chyba też umrę z miłości... 
-Ty to głupia jesteś. Chodź, wrócimy do domu, ja uśpię Szymka, a najwyżej wyjdziecie sobie z Wojtkiem pogadać na taras czy usiądziecie na górze, żebyście mieli chwilę spokoju. Chłopak zrozumie. Tym bardziej, jak mówisz, że nie odwzajemniłaś pocałunku. Kacper zbyt miesza, Zuza macie nadal kontakt?
-Tak. Piszemy ze sobą praktycznie codziennie sms'y. 
-To nie ma sensu. Wiesz, że jeśli coś było pomiędzy dwójką osób, to nie będziecie nigdy dla siebie obojętni.

Wróciłyśmy do Bełchatowa około 21. Całą drogę się nie odzywałam. Układałam w głowie przebieg rozmowy z Wojtkiem. Weszłam niepewnie do domu i skierowałam się do łazienki. Doprowadziłam się do porządku, a następnie poszłam do Wojtka, który ubierał właśnie wykąpanego Szymka. 

-Cześć Słonko, już wykąpany czyścioszku? <wymusiłam uśmiech do Małego Skarbka>
-Dajcie mi Go, zajmę się Nim. Pójdziemy spać, co? <zagadała Paula do Szymka i puściła mi oczko, z przekazem "wszystko będzie dobrze>
-To mamy wolne <przeciągnął się z błogim uśmiechem Wojtek i objął mnie w pasie chcąc mnie pocałować, lecz do oczu napłynęły mi łzy i odepchnęłam Go>
-Wojtek, możesz na chwilę? <spytałam z przeraźliwym strachem>
-Dla Ciebie trwa każda moja chwila <Paulina pokiwała głową i blado się uśmiechnęła widząc jak chłopak jest we mnie zapatrzony>

Poszliśmy na poddasze do zajmowanego kiedyś przeze mnie pokoju. Usiedliśmy na dywanie opierając się o sofę. Wojtek chwycił mnie za kolano, lecz zdjęłam Jego dłoń i splotłam nasze palce. Spojrzałam Mu w oczy, a z moich popłynęły łzy. Patrzył na mnie ze strachem, przerażony i niepewny chyba wszystkiego.

-Zuza mów o co chodzi <wyznał drżącym głosem>
-Wojtek...bo widzisz, byłyśmy z Werą w szpitalu
-Jesteś chora na coś poważnego? <zamarł>
-Nie...nie chodzi o mnie. <odetchnął z ulgą> Wojtek, babcia Hela zmarła na moich oczach 
-Jak to babcia nie żyje? <patrzył na mnie wzrokiem, jakby błagał, żebym zaprzeczyła> A więc to o to chodziło. Nie musiałaś fatygować Pauliny, trzeba było po mnie zadzwonić. Tak mi przykro. 
-Nie o to... <szepnęłam mając nadzieję, że nie usłyszy> 
-Więc o co <wydawał się coraz bardziej poirytowany>
-Dobra...pewnie teraz mnie znienawidzisz, ale nie chcę Cię okłamywać, bo nie potrafię. Zbyt mocno mi na Tobie zależy by Cię okłamywać. Jeśli ode mnie odejdziesz, to zrozumiem <przedłużałam jak najbardziej było to tylko możliwe, gdyż bałam się, nie wiedziałam jak mam Mu to powiedzieć>
-Zuza do cholery mów! <krzyknął, aż Mariusz nas uciszył z dołu>
-Już...jak odprowadziłam Weronikę na autobus, to szłam w kierunku mojego przystanku <unikałam Jego wzroku> Zatrzymał się nagle jakiś samochód. To był Kacper. Wsiadłam i miał mnie podrzucić, nagle zaczęliśmy rozmowę. Zatrzymał auto, powiedziałam o śmierci babci Heli, na co mnie przytulił. Wojtek, ja niczego nie chciałam, kocham Ciebie, a On mnie pocałował. Odsunęłam się od Niego, odepchnęłam Go jak tylko do mnie dotarło co się stało... <ryczałam>  Uciekłam z auta i zadzwoniłam do Pauliny. <patrzył na mnie z bólem>
-To z Nim tak codziennie romansujesz? <oskarżył mnie, wtedy nie wytrzymałam i moja dłoń wylądowała na Jego policzku> 

Wojtek wyleciał z pokoju. Siedziałam zapłakana, głowę oparłam na skrzyżowanych rękach położonych na kolanach, po chwili ktoś usiadł obok mnie i mnie przytulił. Poczułam męskie perfumy. Ale to nie był zapach Wojtka...

-Zuza, Paula mi wszystko powiedziała <wyznał Mariusz>
-Gdzie Wojtek?
-Wybiegł z domu, wziął dokumenty i odjechał autem. 

Mariusz powiedział, że porozmawia jutro z synkiem prezesa, a następnie będę musiała zrobić to ja. 
Poszłam się umyć, zajęło mi to wieczność, gdyż woda dobrze zagłuszała mój płacz rozpaczy. Dlaczego ja jestem taka głupia i niczego nie podejrzewałam...no ale On ma dziewczynę, chodź ostatnio się Im nie układało w sumie. Usiadłam na łóżku w pokoju gasząc światło, do rana czekałam na Wojtka i próbowałam się do Niego dodzwonić bezskutecznie. Między Nami zaczęło się w końcu układać, teraz się boję, że coś mogło się stać, skoro nie odbiera, chodź ma powód do tego.
______________________________________________________________________________
Zbyt długo była tu sielanka. Sami się domagaliście jakiejś akcji, ponieważ wiało tu nudą.
Jak sądzicie, czy ta dwójka przetrwa kolejną próbę czy jednak będzie to już za wiele?

Przepraszam za opóźnienie...sesja, sprawy prywatne, trochę się dzieje i nie miałam głowy do dokończenia rozdziału. 

Do napisania. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie ;**

4 komentarze:

  1. Wojtek, bądź facetem! :D
    A tak poza nim, to jak zwykle cudowny rozdział.<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby tylko się nie rozstali. A Kacper niech sie od nich odczepi, a Wojtek powinien dac mu w morde.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział <3
    Oby skończylo sie dobrze dla Zyzu i Wojtka

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo <3 Wojtek powinien dać Kacprowi w Mordę za takie akcje. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń